Z syropem z cykorii niespecjalnie się polubiłam, o czym możecie przeczytać w jednej z poprzednich recenzji. Kiedy jednak trafiłam na allulozę, ta zaintrygowała mnie tak mocno, że postanowiłam ją kupić i wypróbować.
I teraz ważna sprawa na początek – alluloza jest droższa niż słodziki typu erytrytol czy ksylitol, często więc występuje w opcji, że jest mieszana z czymś innym. Ja specjalnie szukałam produktu bez dodatków, żeby móc zobaczyć, jak to słodzidło naprawdę działa (i żeby uniknąć wypełniaczy z glutenem, rzecz jasna). Było to o tyle ważne, że alluloza jest reklamowana jako najbliższy smakowo cukrowi produkt słodzący. I wiecie, co? Faktycznie nie ma tu metalicznej goryczki stewii ani arktycznego chłodu na języku, którego nienawidzę w erytrytolu.
Co więc wybrałam? Padło na Wholesome Sweeteners, Allulose Zero Calorie Sweetener. Zaznaczam od razu – nie jest to post sponsorowany, a moja prywatna recenzja konsumencka, która, mam nadzieję – będzie przydatna wszystkim na diecie bezglutenowej oraz ograniczającym węglowodany.
Czym właściwie jest alluloza?
Alluloza to tzw. „rare sugar” (rzadki cukier). Występuje naturalnie w bardzo małych ilościach w owocach takich jak figi, rodzynki czy pszenica (spokojnie, produkt końcowy jest w 100% bezglutenowy!).
Dlaczego alluloza wygrywa z innymi słodzikami? Choć ma strukturę chemiczną zbliżoną do fruktozy, nasz organizm jej nie metabolizuje. Oznacza to, że przechodzi przez naszą krew, ale nie jest zamieniana na energię – stąd 0 kalorii i 0 węglowodanów netto. W przeciwieństwie do polioli (jak ksylitol czy erytrytol), które mogą fermentować w jelicie grubym i powodować wzdęcia lub biegunki, ok. 70-84% allulozy wchłania się w jelicie cienkim i jest wydalane z moczem. Dla osoby takiej jak ja, czyli po operacji jelitowej, jest to zazwyczaj znacznie lepiej tolerowany wybór.
Co najważniejsze dla diabetyków i osób na keto: alluloza nie podnosi poziomu glukozy ani insuliny. Ale jej największym atutem jest to, że zachowuje się jak cukier – karmelizuje się i brązowieje w pieczeniu, co w świecie słodzików jest niemal magią.
Pierwsze wrażenia: Wholesome Sweeteners pod lupą
Opakowanie to wygodna torebka z zamknięciem strunowym. Sama alluloza ma postać bardzo drobnych, śnieżnobiałych kryształków, przez co wygląda trochę jak cukier puder.
Alluloza w praktyce – moje testy
Zaczęłam z allulozą w najprostszy sposób, czyli… Użyłam jej do posłodzenia ciepłej herbaty. Rozpuściła się błyskawicznie, nawet szybciej niż zwykły cukier. Nie zmieniła klarowności napoju i – co kluczowe – nie zmieniła jego smaku.
Herbata z allulozą jest po prostu słodka, bez żadnych „chemicznych” nut w tle. Jedyny minus jest taki, że trzeba jej nasypać więcej, niż tradycyjnego cukru, bo jest po prostu mniej słodka. Ma ona około 70% słodkości cukru, więc na 1 łyżeczkę cukru przypada mniej więcej 1,5 łyżeczki allulozy.
Potreningowy szejk kakaowy, czyli mój najczęstszy wybór
Mieszam allulozę z odżywką białkową, niesłodzonym kakao, miodem i mlekiem. Wynik? Idealne podbicie smaku czekolady. W przeciwieństwie do erytrytolu, alluloza nie daje efektu „mrożenia” w gardle.
Mój autorski tip: magiczna proporcja 50/50
To moje największe odkrycie, którym muszę się podzielić. Choć alluloza jest świetna solo, najczęściej stosuję metodę 50/50.
Na czym to polega?
Mieszam allulozę pół na pół z naturalnym miodem lub cukrem.
- Dlaczego? Alluloza działa jak wzmacniacz – wyciąga profil smakowy miodu, ale dzięki swoim właściwościom obniża ładunek glikemiczny.
- Efekt: Masz deser o smaku „prawdziwego” ciasta, który jest znacznie bezpieczniejszy dla zdrowia i mniej kaloryczny. To idealne rozwiązanie dla osób, które są bardzo wrażliwe na smak słodzików, a które nie muszą ortodoksyjnie wyrzucać węglowodanów z diety.
- Ważne przy pieczeniu: Alluloza krystalizuje się szybciej, więc trzeba monitorować pieczenie – użyć delikatnie niższej temperatury, testu suchego patyczka, etc – ponieważ wypieki mogą wyglądać na gotowe szybciej, niż w przypadku używania miodu, cukru lub innych słodzików.
Plusy i minusy allulozy
| Zalety | Wady |
| Brak dziwnego posmaku (Aftertaste) – smakuje jak cukier. | Cena – jest wyraźnie droższa niż erytrytol czy ksylitol. |
| Doskonała rozpuszczalność w zimnych i ciepłych płynach. | Dostępność – w Polsce głównie przez iHerb lub sklepy z importem. |
| Brak efektów żołądkowych – nie powoduje wzdęć (bezpieczniejsza niż ksylitol). | Słodkość – ma ok. 70% słodyczy cukru (trzeba sypać jej nieco więcej). |
| Karmelizacja – świetna do domowego karmelu czy zapiekania owoców. | |
| Czysty skład – bezpieczna dla osób z celiakią. |

Moja ocena allulozy
Alluloza od Wholesome Sweeteners to dla mnie produkt typu „game-changer”. W mojej bezglutenowej kuchni zajęła honorowe miejsce. To bez wątpienia najlepszy zamiennik cukru pod względem smaku i właściwości fizycznych, z jakim miałam do tej pory do czynienia.
Dla kogo jest ten produkt? Jeśli jesteś na diecie keto, masz cukrzycę, insulinooporność lub po prostu dbasz o linię, a nie znosisz smaku typowych słodzików – alluloza jest dla ciebie.
To musisz wiedzieć o allulozie, zanim ją kupisz
W przeciwieństwie do ksylitolu, który jest skrajnie toksyczny dla psów, alluloza jest uznawana za bezpieczną dla zwierząt domowych (pet-friendly). Jeśli więc upadnie ci na podłogę kawałek ciasta i twój pupil zdąży go złapać, zanim zareagujesz – nie musisz się obawiać, że może się to skończyc tragicznie.
Zamawianie i cena allulozy – zamawianie z iHerb nie jest jakąś skomplikowaną operacją, choć na paczkę trzeba poczekać dłużej niż na produkty z rodzimych sklepów, czy choćby z Allegro. Co do ceny – paczka ze zdjęcia ma 0,37 kg i jej cena oscyluje wokół 50 złotych. To relatywnie dużo – ale jeśli używa się allulozy sposobem 50/50, to uważam, że warto zamówić ją choćby raz, żeby zobaczyć, jak się jej używa i czy nam smakuje.
Ja w kuchni używam głównie miodu, czasem pasty daktylowej, a alluloza jest tylko dodatkiem – więc jej cena jest dla mnie do zaakceptowania (choć, oczywiście, liczę na to, że przyjdzie moment, w którym produkt ten będzie tańszy, bo nauka i dietetyka zaproponują nam inną „nowinkę” do słodzenia).
Czy warto więc kupić allulozę?
Uważam, że alluloza jest produktem wartym uwagi – szczególnie, jeśli nie lubisz posmaku innych słodzików.
Moim idealnym tipem jest mieszanie jej w stosunku 1:1 z „normalnymi” słodzidłami typu miód czy cukier. To takie drobne oszustwo, jak dodanie odrobiny wody do mleka – niezbyt wyczuwalne w smaku, ale pozwalające uciąć trochę węglowodanów i kalorii.
Pamiętajcie, że alluloza wciąż czeka na pełną autoryzację jako „novel food” w Unii Europejskiej, dlatego nie znajdziemy jej na półkach w polskich marketach, a jedynie w opcji z importu. Czy kiedyś zobaczymy ją zatem w Rossmanie, Auchan lub Biedronce? Czas pokaże. Na razie jednak musimy korzystać z innych źródeł zaopatrzenia.